Relacja z wyjazdu na mecz ACF Fiorentina - AC Milan
Jeszcze pod koniec zeszłego roku, a może i wcześniej narodził się pomysł by po raz kolejny wybrać się na mecz Naszego ukochanego klubu. Bardzo długo na pole position był mecz z Udinese, ale beatyfikacja Jana Pawła II pokrzyżowała nam plany. W szczytowym momencie bilety na "tani" lot Wizzaira kosztowały około 1000 zł. Opcja ta więc natychmiast została odrzucona i wybrać trzeba było inny mecz.
A do wyboru mieliśmy m.in. mecze z Milanem, Romą, Interem, Juventusem, ewentualnie Bologną. Najlepszym rozwiązaniem prawie od samego początku było spotkanie z Milanem. Rossoneri gwarantowali niemal pełny stadion i niesamowite emocje. Długo kazano nam czekać na ostateczny termin meczu, ale w końcu ustalono, że zostanie rozegrany w niedzielę 10 kwietnia o 20.45, lepszego terminu nie można było sobie wyobrazić. Pobyt w słonecznej Toskanii zwieńczony meczem Serie A, w którym zobaczyć można gwiazdy światowego futbolu jest chyba marzeniem niejednego kibica. Spośród wielu chętnych (przez chwilę planowano nawet autokar dla ~40 osób) wykrystalizowała się grupa 9 osób, tym razem wszyscy z Łodzi ;) Bilety nabyliśmy oczywiście w Wizzair, po mniej więcej 200 zł w obie strony.
Mijały tygodnie i w końcu nadszedł ten dzień, 8 kwietnia. Dwoma samochodami przemieściliśmy się na lotnisko w Pyrzowicach, skąd o godzinie 16.25 mieliśmy polecieć do Forli. Lot minął szybko i w miłej atmosferze (widoki gór i morza zapierały dech w piersiach). Po kilkunastu minutach od opuszczenia polskiej przestrzeni powietrznej dało się odczuć już czekające na nas upały. I rzeczywiście zaraz po wyjściu z samolotu każdy poczuł niesamowitą falę ciepła (27C w cieniu) oraz zobaczył błękitne niebo bez ani jednej chmurki. Z lotniska na dworzec kolejowy udaliśmy się autobusem miejskim za 3,50 euro. Kupno biletów i wskakujemy w pociąg do Boloni, gdzie musieliśmy się przesiąść na pociąg do Florencji. W Boloni było trochę bieganiny po dworcu, ale udało nam się zdążyć na dwie minuty przed odjazdem. Tu warto nadmienić, że włoskie pociągi są bardzo dobrze utrzymane, czysto, cicho, komfortowo i szybko.
Około godziny 22 przybyliśmy na dworzec Santa Maria Novella we Florencji, gdzie czekał na nas Wagu (od razu pozdrawiam i WIELKIE DZIĘKI za pomoc podczas całego wyjazdu) Z dworca udaliśmy się do hostelu Sogna Firenze, tego samego co rok temu, gdzie niezwykle serdecznie przyjęli nas właściciele (inni niż wtedy żeby nie było ) Szybkie zakwaterowanie i krótki wypad do centrum miasta. Tam ładowanie akumulatorów wspomagane Becksem, Tuborgiem, Birra Moretti, Nostra Azzuro, kebabem. Po powrocie spać bo czekał nas kolejny pełen emocji dzień.
Ranek 9 kwietnia przywitał nas jeszcze lepszą pogodą (no może nie od razu), tak z 35-40 stopni w słońcu, która utrzymywała się do końca wyjazdu. Podobno trafiliśmy na wyjątkowe upały o tej porze roku we Florencji :) Chyba po kebabie i na pewno z piwem w ręku ruszyliśmy na miasto. Pierwszym punktem był oczywiście stadio Artemio Franchi, który obeszliśmy dookoła, a w okolicznych sklepach nabywaliśmy pierwsze gadżety Fiorentiny (koszulki, czapki, spodenki, flagi, bluzy, pendrajwy, torebki itp. na bogato :D) Na stadion nas niestety nie wpuszczono, choć byliśmy już za bramą. Pod stadio oczywiście masa zdjęć, w tym z flagą Viola Club Polonia, która już wtedy wzbudzała zachwyt wśród przechodzących Włochów). Po obejrzeniu stadionu z zewnątrz udaliśmy się do centrum miasta, a tam standard czyli chodzenie wąskimi uliczkami oraz wielkimi placami i podziwianie architektury, która powodowała u tych co byli po raz pierwszy opadanie szczęki. Jedni podrywali Amerykanki nad wodospadem, inni włazili na dzwonnice i na plac Michała Anioła, a jeszcze inni się gubili, kupowali dzieciom prezenty, duży chłopiec kupił sobie piłkę. Niektórych bolały już nogi, innych głowy, ale na pewno wszyscy byli zadowoleni i spaleni słońcem:) Pod wieczór zakupy w supermarkecie (Tuborg 0,66 l - 0,83 euro) na które wybraliśmy się samochodem Wagu, Waga?, Wagulca?, Wagin.... :D Ogólnie było zajebiście. Po zakupach integracja w hostelu i nakręcanie się na czekający nas meczyk.
W niedzielę rano wyruszyliśmy na Fiesole, czyli wzgórze unoszące się nad Florencją, z którego widać panoramę tego pięknego miasta. Popijając miejscowe wino spędziliśmy tam około 2 godzin, podziwiając widoki, opalając się, oraz zwiedzając.
Ponieważ zbliżała się godzina zero należało udać się do hostelu na przekąskę, jedni samochodem inni autobusem.
Około godziny 17 stawiliśmy się pod stadionem, pozamykane ulice i coraz większy gwar powodowały, że czuć było atmosferę zbliżającego się święta, futbolowej uczty. Kolejne kupowanie pamiątek, odbiór biletów na mecz od Nicoli, zdjęcia z flagą, ostatnie przed meczem posiłki. Po godzinie 19 zaczęliśmy wchodzić na stadion, który był już mniej więcej w połowie zaludniony. Flaga Viola Club Polonia już przy wejściu wzbudzała wśród ochrony podziw, a potem zawisła na barierce na Curva Fiesole, gdzie była fotografowana zarówno przez nas jak i Włochów, z nami oraz bez nas, pełna dokumentacja. Italiani z naszego otoczenia oczywiście obowiązkowo dowiedzieli się skąd jesteśmy, dostali też wlepki i nie mogli wyjść z podziwu, że przywędrowaliśmy z Polski tyle kilometrów, żeby kibicować Fiorentinie.
Po godzinie 20 stadion już był pełny (nie wiem skąd informacje, że było tylko 31 tys. widzów, bankowo było ze 40 tys.). Mrowisko fioletowych ludzi i powiewające ogromne flagi, wszystko to wyglądało niesamowicie. Przy wychodzeniu na rozgrzewkę ogromne gwizdy na Milan, szczególnie Ibrahimovicia, natomiast wielkie brawa dla graczy Violi i jeszcze większe dla Primavery, która przed meczem odbierała Coppa Italia.
Równo o 20.45 rozbrzmiał pierwszy gwizdek Morgantiego i rozpoczął się spektakl. Niestety przestraszona Fiorentina szybko straciła gola i dodatkowo nie stwarzała żadnych dobrych okazji. Pod koniec pierwszej połowy 0-2 i konsternacja na Fiesole. Jeśli chodzi o doping to jestem osobiście pod ogromnym wrażeniem, ciągłe śpiewy i klaskanie, kilku prowadzących doping rozsianych po sektorze i w miarę udaje się to skoordynować. W tv tego nie słychać (tylko Forza Viola Ale słychać ewentualnie). Po przerwie Viola rusza do ataków, przede wszystkim dzięki Babacarowi (co on robi na ławie?). Śpiewom nie ma końca. Co chwila intonowane są też zabawne przyśpiewki obrażające Ibre (zingaro), Berlusconiego i cały Milan. Pod koniec dzięki bramce Vargasa stadion eksploduje radością, ale mimo usilnych starań Fiorentina przegrywa 1-2, lecz wynik jest sprawą drugorzędną. Marzenia kolejny raz się spełniają :) Po wyjściu większości kibiców zdjęcia z flagą i opuszczamy świątynię. W hostelu oglądanie skrótów, dyskusje o meczu przy piwku.
W poniedziałek rano jeszcze raz zwiedzanie centrum i kupowanie ostatnich pamiątek, prezentów itp. O godz, 13.40 pociąg powrotny do Forli przez Faenzę. Na lotnisku łapanie ostatnich promieni włoskiego słońca i odlot do Katowic, a stamtąd samochodami do Łodzi.
W tym miejscu serdeczne podziękowania dla Irka (Chiesy) za pomoc przy kupnie biletów meczowych, załatwieniu noclegu i innych ważnych spraw. I jeszcze raz dla Pawła (Wagu), który spędził z nami cały wyjazd i służył cały czas pomocą. GRAZIE RAGAZZI!!!
Na wyjeździe byli (w kolejności alfabetycznej): Anastazja, Artur, Beata, Kamil, Kamil (kamils84), Krzysztof (Krzysiek74), Piotr, Robert, Tomasz (ACFdziubek).
FORZA VIOLA PER SEMPRE!!!

